. 2009-04-08 12:49:51

dobrze jest byc tam gdzie jestes jak ze szkla. jakbys tam w ogole nie byla albo jakbys byla wlansie tym miejscem

skomentuj (1)

... 2009-04-08 12:48:06

mi sie zazwyczaj nikt nie podoba a jak sie ktos spodoba to zazwyczaj mega zjeb bo do tego mam czujnik taki specjalny i zjeby tez ciagna do mnie jak te wrobelki latem spragnione do kaluzy.. a potem taplamy sie w blocie i wrobelki umieraja

skomentuj (1)

Zawieszenie broni 2007-12-23 20:29:58

Nie podobaja mi to, że blog.pl podkręcil parmatry wizualne strony kosztem funkcjonalności -  nie mogę wklejać notek napisanych wcześniej off- line. Dlatego też przesiadlam się na siedzenie obok -  www.baroqueprincess.blogspot.com

Ariwederci orewuar

skomentuj (6)

kuchnna sytuacja 2007-12-11 10:35:07


Jak nóż z lyżką - jakby w jednej szufladzie, ale zawsze osobno



I nigdy w jednej dloni, i nidgy razem



A lyżka wypukla i dużo nabierze,



A nóż nic nie ma tylko pokroi.



Nie stworzy, nie zgromadzi, a podzieli.



Nie zje.



Łyżka czeka, nóż gardzi



Łyżka placze, nóż w nieświadomości się bawi



Łyżka tonie, nóż w tluszcz obrasta



W zly tluszcz zapomnienia



Pewnie ich wyrzucą,



Po co jednorazowe w drewnianej szufladzie... 



 


skomentuj (1)

wojna o oczy 2007-12-09 22:24:09


Może po drugiej stronie lustra jest życie. Ale byłoby fenomenalnie. O! Jeszcze lepiej byłoby gdyby, każda powierzchnia odbijająca to co widzi byłaby tunelem do innego życia. Tyle ile luster, tyle szans, tyle żyć. Żyjesz niby tylko jeden raz, niby tylko tu, ale naprawdę szans masz wiele jak wiele jest luster do których zaglądasz. Tyle razy żyjesz. Nie jestem jedna osobą, tylko kawałkami różnymi, z różnych bajek. Puzzle. Wiele części. Jak się złożę to będę czymś niesamowitym. Jedną wielką, prawdziwą, cała, ulotną myślą. Będę wtedy mogła opuścić ciało i zrobić wszystko i zrozumieć jeszcze więcej. Będę wtedy widzieć w jakich innych lustrach co się znajduje. Spotkam sobie wtedy, jakieś inne rzeczy, postacie, kolory, z którymi będę się bawić w transcendentalnego berka. Poodbijać piłkę będę mogła o gwiazdy, wszyscy lustrzani ludzie będą tak umieć. Każdy umiałby robić to o czym myślał, ale przez Grawitację nie osiągnął. Grawitacja wszystko komplikuje, tu teraz z tej kurde ławki nie mogę się unieść, uciec. Lecieć. Nie mogę, nie mogę, a tak bardzo bym chciała. To przecież proste. Moje półkule mózgowe powiedziały mi dziś w tajemnicy, że tak umieją wszyscy którzy tego pragną. Trzeba tylko pogadać z panem Grawitacją. Niby jest twardy i niedobry, ale jak mu się flaszkę postawi to mięknie. Tak mówi lewa półkula, ale prawa ją prawie za to pobiła. Mówi, że lewa to kłamczucha i ściemnia jak ma naiwnego słuchacza. Bajery wciska niemożliwe, jak tylko wyczuje słabe mięso. Powiedziałam Lewej Półkuli na to, że tak nie ładnie, że to okrutne i niesprawiedliwe śmiać się z marzeń. Bo ja już miałam flaszkę z wyciągu z moich jelit z dodatkiem snów najskrytszych w zanadrzu, dla tego władcy praw przeróżnych, fizycznych też.. Wiem, ze się wypominać nie powinno, ale powiedziałam jej, że jest niewdzięczna suką, bo ja ją nosze ze sobą wszędzie, karmię czekoladą, zabieram na zakupy do centrum handlowego "Manhattan" no i, że pałam sympatią do niej. A ona nic! Tylko przyczepiona kurczowo do czaszki śmieje się szyderczo. Że niby ona ma władze, a ja wierzę w każdy bzdet, że jest jej wstyd, że w moim ciele mieszka. I, że jakby mnie ten Grawitacja zobaczył to by pękł ze śmiechu. Prawa półkula mocno uderzyła sąsiadkę, no bo w mojej obronie stanęła. Co spodobało mi się, nie ukrywam. Bo to fajnie jak ktoś cię broni. Mocno skubaną uderzyła, ale ona dalej nic....śmieje się nadal. Popłakałyśmy się z bezsilności razem z Prawą, dobrą i czułą częścią. Bo pewne dowcipy śmieszne nie są, są za to haniebne i nie na miejscu, bo z marzeń się śmiać nie wolno. Bo to boli, marzenia bolą. Życie boli. Boli też to, że z tym szmaciarzem Grawitacja taka kaszana, ale co tam - myślę sobie dalej, że nie jest tak źle jak się wydaje. Jeszcze zatriumfuje, bez pomocy półkul mych mózgowych, bo potrzebne mi nie są. Jak się wkurzę i obrażę się tak porządnie to je wyrzucę i będę się śmiać. Bardzo głośno, histerycznie, śmiechem przebiegłego zwycięzcy. Bo tu chodzi o myśl. Myśl to podstawa. Prototyp .Wszystko, wszechświat, noga od stołu, krew w żyłach mojego psa - to myśl. To papka. Zwycięstwo. Moja myśl zwyciężyła. Dziś wygrałam, prawie się śmiechem zakrztusiłam taka szczerze zadowolona ze swej myśli genialnej. A ona po mojej stronie. W moim głosie można wyczuć pewność siebie, przedziera się też zawzięcie sarkazm, raniąc gardło, bo ma w ręce maczetę, wymachuje nią. Uzbrojona w sarkazm i zlość mówię do Lewej :
-Weź spierdalaj, miękka jesteś, ściemniać tylko umiesz. Ja cię tu zaraz nauczę, pokaże ci jaka jestem naprawdę. Jak mnie grawitacja zobaczy to się rozpadnie na myśli tysiące, bo on mnie się boi, na mnie czeka. A jak się rozpadnie to napluje mi mądrością w twarz. Ja to zliżę, kropla po kropli- palcem. Z buzi, ust, ciała i połknę to chciwie jak sok – z pomidorów. Stanę się następcą nieudacznika, tyrana. Będę ulepszoną wersją. Bo jeszcze moje myśli do mądrości jego i max kompletny. Kiedy już będę zarządzać tymi pierdołami: przyciąganiem, odpychaniem, pierdoleniem to zrobię co będę chciała. No i w końcu polatam. A jak będę miała ochotę to się zmaterializuje i jak gdyby nigdy nic pójdę na mój wydział i może coś napisze albo i narysuje. A może i nie. Tak dla własnej przyjemności, a ty mi nie będziesz potrzebna., bo kłamiesz, tarzasz się w błocie. Tego nie znoszę. Megiero wstrętna, archaiczna. Niekompletna, niekompetentna. Po co ty mi tu się plączesz pod nogami?? Już się bój, bo ja wszystko zrozumiałam, życie i elementy. Ty tu pracujesz tylko, jak w recepcji. Przetwarzasz to co moje, to co ja wymyśliłam. Sama niczego nie stworzysz, nie umiesz. Jestem Demiurgiem. Kochaj mnie i nie kłam. Ona na to :
- Spoko słonko, zluzuj, bo na zmarszczki nawet i lipoenzymy ci nei pomomogą . To była lekcja, egzamin. Sprawdzałyśmy czy się do czegokolwiek nadajesz. Ale może i się uda. Trochę tego temperamentu zostało, na dnie może, ale jest. My tu obie cię kochamy, egzamin zdałaś. Zdradzę ci tajemnice za to, sekret. Jesteś wszystkim. Wyjściem. Brzytwą. Ja na to :
-Co ty mi tu znowu wkręcasz? Że niby jak? Że niby co? Ja? Co ty pierdolisz? nie jestem taka głupia.- płacze, bo nie wiem co myśleć, jestem samotna, rozdarta. Prawa półkula głaszcze mnie po piersi
-To prawda- mówi – Jesteś teraz najważniejsza, jakimś czymś, sama nie wiem. Nie płacz. Łzy to twoje dzieci nie narodzone. Krzyczą. Nie wyrzucaj ich z siebie. Przyjdzie czas na wszystkie odpowiedzi. Jesteś Wielką Myślą, pierwszą myślą, jedyna, niechcianą. Błądziłaś sobie płaz, promień światła był był twoim domem. Co dzień rano schodziłaś po nim na ziemie. Przez sen. Tu jest jedno z twoich lustrzanych żyć. Tu postanowiłaś mieszkać. To jest twój wybór świadomy, nie naiwny. Tu się stanie wszystko. Umyłaś się w księżycu, wytarłaś w chmury, słonce cię ukochało, ja pocałowałam. Twoje wodne dzieci zamieszkały w oczach. Patrzą, obserwują, porównują i pomagają ci w decydowaniu. Tu na Ziemi myśli są zmaterializowane. Staja się ludźmi. Myśli jednak cierpią bo zakradł się tu ten idiota – Grawitacja czyli, no i zatruwa ludzi- myśli brakiem marzeń, kreatywności, złem. Dlatego nie latasz, cierpisz, dlatego ludzie się zabijają, umierają. Myśl niby nie umiera tylko ta powłoka, skóra kolorowa, wymyślona, naga. To co zgniłe i umarłe, czyste myśli opuszczają. One prawdy szukają, na krawędzi deszczu i słońca, tam gdzie wyrosła z łez tęcza jest prawda. Siedzi w za ciasnym kubraczku, czuje wszystko i tyle samo wie., tam właśnie w jego ręce oddają się myśli. On je zamyka w słoiku, zakręca mocno metalowym denkiem, po czym ładuje to w plecak i idzie na wędrówkę. Po Połoninie Caryńskiej. O wschodzie słońca. Bo się rosy napić można. Tam robi piknik, nabija na widelec myśli i je połyka, zjada, konsumuje. Wyciera ręce w kubrak za ciasny i jak słonce się już ukrywa, zawstydzone za górami to on wraca na tęczę. Bo nowe myśli już mają nadejść porannym transportem z wołowina importowana. Tam tez są twoi dziadkowie... Przerywam Prawej i głośno i dosadnie mowie:
-Straszne rzeczy mi tu opowiadasz. No to co, moi dziadkowie zostali wysrani...Tak po prostu? Kupa? No to ja się nie zgadzam i protestuje! Lewa na mój wywód mówi to:
No co ty teraz za farmazony produkujesz? Latać nie, ale fantazjować to si. Niby jesteś Pierwsza Myślą, niby masz pokonać Imperatora, a takich podstaw nie kumasz, nie trybisz. Toć Prawa jasno mówi, co się tyczy tego tematu to tylko imbecyl, gnida, brud nie skuma. A Fe, wstydź się gówniaro ty. Ja na to urażona do żywego:
A weź się odpierdol od mej osoby. Nie mów do mnie tak brzydko koleżanko bo mi przykro. Po prostu się uniosłam, impulsywna jestem. Zluzuj, przepraszam. Za dużo tego na raz. Prawa mówi: -No masz racje, no to zawieszenie broni, a ja kończę. No więc oni nie zostali tak wysrani, tak wiesz...brzydko, stylem toalet publicznych. Prawda je nasycił cząstką siebie. Taki prezent, wiesz. Prosto z nocnika lecą pod prysznic i się myją z tych ”fekali” potem się ustawiają w kolejce po kubek przydziałowego mleka z miodem. No i wracają na Ziemie, lub w inny wymiar, lustro. Dostają nowa powlokę, płaszczyk i se chodzą, se żyją. Twój dziadek Bruno , na przykład jest wężem boa na Madagaskarze. Mówi, że jest dumny i na wyspę cię zaprasza. Czeka już z kumplami. Bibę kręcą. Mowie na to:
Ale czad! Poimprezuje z dziadkiem sobie, może cos razem zapalimy. Trzeba się poznać. Skręcę blanta specjalnie dla niego. Potańczę sobie z małpami na poszyciu leśnym. Dj Bednarka, tudzież Płaskownikßpo matce, zapoda jakiś bit, dramy albo transy, lub sonatę księżycową(dobre jest, powaga)i w końcu z nim pogadam. Zapytam się czy gdyby się wtedy w 1984 nie zabił toczy by mnie lubił. Czy poszedłby ze mną na rolki, czy smakowałby mój piernik? Wiecie przecież, że jest on świetny słodki, wiecie o mnie wszystko, o nagości, głupocie no i radościach. On by mnie kochał. Też więcej chciał. Też więcej poszukiwał - podobno. Moja Babcia, szlachetna mgła z Fordonu tak mówi. Ciekawe czy lubi być wężem? Prawa przejęła mikrofon:
Nie lubi bo nie może tankować, bo w wodzie zamiast procentów, to zanieczyszczenia. Rano ma depresje kilkuminutową, ze węża się należy flaszka czystej, a to czysta niesprawiedliwość. Kurna!- mowie- trzeba to oczyścić. O wiem, to może ja zasikam cały Madagaskar co by czysto było, zajdą mądre reakcje i będzie spoko. Dziadek się ucieszy. Flaszkę wyśle poczta. Prawa do Lewej: „Mówiłam ci, że ta dziewczyna na potencjał. Nie na darmo się rydwanem ze Słońcem po plecach muchy woziła. Teraz do mnie się zwróciły bezpośrednio: No spoko mała, jak dobrze pójdzie i wypijesz dużo soku pomidorowego Toma to może uda się zasikać świat., będzie zajebiście. Złoty deszcz. Wszędzie. Bush w Ameryce stanie na lewej nodze, jęzor wywiesi i będzie się w tym taplał, myśląc, że to oligocen. Będzie beka. Pośmiejemy się. Lewa mówi tak:
-No to bomba, plan mamy. Będzie czysto. Siki złych poddanych Tyrana zlikwidują, wypalą. Oczyszcza się rzeki i powietrze zacznie oddychać 21% tlenem. Jaki max! No i sama to wyinspirowalas, radośnie . Zadowolona z siebie jestem., że takie genializmy mi przez gardło przechodzą. O! Wiem co zrobię potem, kupie paczkę Kaszy Manny, skulam kulki i zbombarduje świat okrągły tym na podwieczorek. Obie panny na to :
Uuuu, to nie wyda. Kasza w wywiadzie działał. Podobno się z Imperatorem bawił nieskromnie. No i zrobiłby nam antyreklamę i biedne myśli nie skminia o co chodzi z tym oczyszczaniem. Prawda się wkurzy bo on tez Kaszy nie lubi i jeszcze nie daj bóg się zatwardzenia dorobi to myśli się nie oczyszcza i będzie jeszcze więcej cymbałów wracało ....nie, nie kicha z tym. Język sobie boleśnie przygryzłam ze wstydu bo przepraszałam z zaciśniętymi zębami. Tak mnie kontrargumentu zmiażdżyły, zmiotły. trolejbus kurczaka. Mowie spokojnie już, sepleniąc trochę:
To co ja mam niby wykonać? Wiem jak Grawitacje pokonać, ale jak oczyścić resztę to już nie wiem wcale, jak naprawić, i jak kolory uwolnić z więzy ciśnień. Jak oni maja znaleźć swoje prawdziwe kolory, skafandry? Przecież sama nie umiem. Ta gra za długo trwa, tu potrzeby Neo z Matrixa! Prawa kiwa głową, że już w tej chwili się nie zgadza:
Dasz rade, nie stękaj. Potrzebna jest jedna myśl do zupy tej, a co się tyczy Neo z Martixa, to jakbyś w kinie nie spala to byś wiedziała, ze on ślepy jest i z kijem białym kumplem swym się wszędzie zabiera. Co by się o grudy lodu pod nogami nie potknął. Lewa z propozycja:
To może my go tu ściągniemy? Prawa z dezaprobatą na ustach, mina pokerzysty:
Siostro, trochę powagi: winda miedzylustrzna się w lipcu zepsuła i tak już trwa to. Ja na to:
Ciężka sprawa, powiem dosadniej: zasrana. A ja go tak lubiłam, ma fajne podkolanówki koloru moro. Frędzle u jego spódnicy bimbają beztrosko na pogody zmianę. Lewa:
ty tu nie fantazjuj tylko myśl. Coraz większe spustoszenia, Prawda się posra niedługo. Popija liściem senesu na lepsza przemianę materii i teraz mu dupinę biedna rozrywa. Tak na mieście muchy klepią. Taka opinia wśród ich plemienia krąży, On dementuje, ale kto to tam wie...Wyższe sfery, wiesz jak jest. Niby jest jeszcze w miarę, ale elektrony wolne i protony ze sera szwajcarskiego mówiły żeby cię obudzić bo niby już czas. Ze już dość uganiania się z promieniami na ścieżce Słoneczka. Bo masz ty to zrobić. Ja im na to przebiegle:
No ale skoro wy, wszechbystre i wszechwiedne siostry półkule nie możecie tego dokonać, razem z mądrymi protonami, nuklearnymi izbami i produktami firmy Persil, to gdzie ja... Taka mała i nowo-zeszla-z-promienia?Ja tylko tu latam. Z kąta w kąt. To co o tej mojej potędze mówiłam, to żarty były. Bo ja tak naprawdę to miękka faja jestem, Cichy, tak mówi Ola i John. Bo się boje włożyć żar do buzi. Eeee dziewczyny to może ja już pójdę. Na rolkach pojeżdżę. W pudełko was ładnie zapakuje i schowam gdzieś głęboko na dnie burzy, co by was pioruny pilnowały. Żebyście mnie do żadnej walki nie nakłaniały. Płynie bowiem we mnie krew pacyfistyczna. Siostry smutne, przygnębione, przybite, zdezorientowane na to tak:
Strach to ludzka rzecz. Teraz tym właśnie jesteś, no to ci wybaczamy, ale nie zapominaj o tym kim jesteś ponadczasowo. Sztuka jest strach przezwyciężyć. To wielka umiejętność. Pokazać innym duszom zbłąkanym , że za walka idzie krew i ból, ale tuż za nimi kroczy dumnie wolność i szczęście. Ja już się gotuje wewnętrznie, na słowa z nimi nie wygram, wiec przywołuje na świadka, powstanie listopadowe. Gdzie za walka poszła katastrofa i mowie tak:
Sama nie wiesz co mówisz, powstanie listopadowe upadło, żeliwne ludziki się brzuszkami o siebie odbijały i się pokruszyły. Dzika rozpacz. Zwierzęca. Umierali płacząc. W ogniu nadziei na ta wolność z okładki Cosmo. Tam spłonęło to co dobre. Po plikach łzy spływają, gorące, wrzące. Wodne dzieci, żołnierskie biegały nago po oświetlonych od ognia ulicach. Same. Ja to widziałam i ty ze mną razem, zza szklanej szyby telewizora, bezpiecznie. Nie chce wracać do tego, nie chce patrzeć na to znów. Wole umrzeć, to nie moja historia.- krzyczę i wydzieram włosy z głowy, sytuacji dodaje dramatyzmu fakt, iż w desperacji wyciągam pistolet na kulki z rękawa odzienia mego, ze swetra na suwak, jak tramwaj błyskawicznego. Wymachuje nim przed oczami, żeby to co widzi widziało co ja mam w ręce mojej bandyckiej. Widziało Wszystko? No to teraz zabije się, bez kitu, powaga. Męczy mnie ta dyskusja, ja już nie mogę. Zaraz kulkę w nos właduje sobie, będzie mnie bardzo bolało. Bo kulki maja pieprz z zarazkami w kieszeniach i jak to w nosie mi wybuchnie to w mękach umrę. Ale co tam. Teraz się już nie wycofam, z gęby, dupy nie zrobię.
Brawo, mądra decyzja, zrób to teraz, pokaż jaka jesteś elokwentna., niech się ten sen bukoliczny skończy. To farsa. Moda na Sukces”- krzyczą obie, żeby mi niby po ambicji pojechać, no i trochę się mam ochotę wycofać, ale wiem, ze nie mogę, tak jak wtedy na wannie u niego. „Dobra kurwa, dobra, teraz moje na wierzchu, nie lubię jak mnie ktoś poprawia, wychowuje. Narciochy, papatki czyli.” Pif - Paf..... Srata - ta- ta. Leci do nosa pakiet kulek. W nosie się kulki z babolami witają, mordercy, ale za to jak świetnie wychowani... Zaczynają pieprzowe ziarnka swój pochód zniszczenia od nosa oczywiście i dalej prosto przez resztę ciała gnijącego już. Maja takie mini- wiertary i siekiery. Będą mnie powoli zabijać. Wiercą i rąbią. Odpadł mi już nos. Moje dzieci z oczu, cynk dostały, że ich matka się zajebała i uciekają one takie niebieskie piękne, bezbronne kropelki, a ja je widzę... O kurde...moje dzieci, co ja zrobiłam...Ale już płakać nie mam czym. Pękają komóreczki krwi, bo jakoś należy zaprotestować. Już nie ma ratunku, odwrotu brak. Już kulki w nosie balety na całego kręcą. Nic tego nie zmieni....Cisza!! Pewnie dlatego, ze już drugie ucho odpadło. No fakt, leży przy stopie bosej, mojej. A czyjej niby? Na szczęście pojmuje jeszcze. To dobra nowina. Teraz wiem jak to jest. Wiesz jak to jest? Nie wiesz....Boleśnie. A no i nie przelatuje ci film przed oczami wcale. No bo niby po co? Jeszcze jeden nudny film , z aktorka kiepska i jakby tego było mało bez happy endu.. Każda superprodukcja musi mieć hepi end i dużo seksu, najlepiej przez cały czas. Wiec do Hollywoodu mnie nie wezmą bo czynnika pierwszego brak, drugi pod ochroną. Nic się nie wyświetla! Eee, no co wy...To może jakaś komedię, proszę, skoro życie me nie odpowiednie. Nie da rady? Aaa, że samobójcy nie? No dobra pierdolcie się. Co za klika. Rodzina pewnie, nepotyzm, ja nie od nich to mnie kopią. No a już tak jeszcze trochę i koniec. Chwila moment. Pieprz urządził tor kartingowy w jelitach umęczonych. Boli mnie brzuch z tego tytułu, ale jeszcze sekundka i koniec tej groteski będzie. Ziarenka w swej inteligencji nie zapomniały o tym żeby mózg na końcu uśmiercić. Mają specjalny show na tę okazje zmontowany. Mózg zostanie spalony. Już czerwone płomienie tańczą wokół sióstr. Prawa - cicha, pokorna, milczy - arystokratka, wie, że teraz dumą się wykazać musi, nie dać tym okrutnikom satysfakcji, nie pokazać pieprzom co czuje. Lewa to buntownik, indywidualistka. Krzyczy coś i klnie chyba. Minę ma zawziętą mimo okrucieństwa tego. Widzę to wszystko, bo obok tuż siedzę na kamieniu zimnym jak to co widzę. Ten kiepski teatrzyk z ogniami sztucznymi za 2 zł. To co zrobiłam. Żałuję, to już finisz. One już umarły. Pył. Ostatnia szara komórka się za rogiem schowała, ale pieprze czujniki maja i już z bazuki leci na maleństwo zgadła. I Bach! Cisza....Czarne.... Mija już od tego wydarzenia tragicznego wręcz wiele myśli, wiele się wydarzyło. Tak mi powiedziano, bo ja w tym czasie bezpiecznie wędrowałam przez przewód pokarmowy. Tak dawno już zdaje mi się, ze ta bitwa na słowa z moimi kobietami się zrealizowała. Siedzę sobie teraz spokojnie tuż obok pana Prawdy, piję mleko z miodem i rozmawiamy o tym, czy dziury w serze szwajcarskim powinny być przepisowo ustalone, tak wiesz odgórnie. Trochę papierków więcej, to może się więcej ludzi zatrudni przy produkcji papieru, ale tak ekologicznie z odzysku, to by biedni mogli pracować, dam im za to kubek zupy, bo brak tego podobno. Tyran, imperator ten Zły, myślą jeść nie daje bo maja być podatne na sugestie jego makabryczne. Pewnie się dziwisz, że jeszcze jestem, że się sama siebie, tak jak chciałam nie pozbyłam. No bo niby umarłam, a tu suprajz...żyję. No cóż... Tak to już z tymi myślami bywa, że jak ciało umiera to Prawda sra nami. Teraz się przekonałam, że to nie kit w oko, ale pewnik, aksjomat. Ja o tym na sekundę, może dwie zapomniałam. Ten ból niepotrzebny był, ta śmierć. Ale ja wiem, że tak być musiało. Dla tej chwili jednej, jasnej i szczęśliwej, te emocje, kolory, czucia. Przebywając drogę w jelitach jasnych i radosnych pana Prawdy dostałam od Wszechświata odpowiedzi kilka. Nie wiem tylko jak ich użyć. Bo tak też bywa, że jak się o drogę zapytasz, ktoś ci powie, jak dojść, ale i tak skręcasz nie tam gdzie trzeba, i kilka przystanków, tramwajem przejechać należy. Wychodzenie przez jego odbyt było interesującym doświadczeniem, bo nie było śmierdząco jak to zwykle z dupą bywa. Było dobrze. Tak poród wygląda. Tego się też nie trzeba bać. Kwasy Jego żołądkowe rozpuszczają, skorupę konwenansów, i się rozpuszcza zło co w tobie. Na szczęście ma On zdrową wątrobę. Jako kolejne doświadczenie, mogę powiedzieć, że niesamowite. Wszystkie doświadczenia zamykam zachłannie w szklanej, księżycowej szkatułce. Mojej sekretne, chowam ją przed światem głęboko w uchu. Doświadczenia są kochane bo przybierają postaci żab. Skaczą sobie i kumkają i w ogóle. Lubię je wyjmować z ucha i oglądać, miliardy razy. Prawda mówi, że mam łeb zryty, jakoby beret nierówny, wgnieciony, ma on pewnie rację. A może i nie ma. Prawda, prawdą, ale zawsze pozostanie subiektywna, indywidualna. Ja lubię mój beret pognieciony, bo żelazka nie posiadam. Bo i po co jak prądu nie ma. Ale On, pan Prawda jest równy gość, ma kubrak za ciasny dlatego, że nie lubi nagości, bo odstaje przy tym, iż należy się dokopywać do tego co prawdziwe. Bo to ważne w życiu. Pot musi kapać na wykładzinę, chodnik trawnik, jak zaczniesz kopać. Trzeba bardzo chcieć. Wtedy On jak widzi ten pot, to go zbiera do specjalnej menzurki i jak licznik, nowoczesny taki, pokaże, że już starczy to On się rozbiera łaskawie wtedy jego jasność cię pieści. Wiesz to, o co się chciałeś zapytać, to on wysyła jasność na twoje ciało i ono cię dotyka powoli, i wiesz już. Palce tej jasności krążą całe światy po Tobie i nie możesz się ocknąć. Bo to bajeczne jest, finezja, orgia prawie, że. Jest to przyjemne, gorące. Jak mleko, mama i łóżko nagrzane. Unosisz się z Nim razem wysoko ponad czas. On już taki jest. To dobra istota. Gadamy tutaj już tak długo, że jest mi tu jak w domu. No w zasadzie to jest moim ojcem. Zapominam, staram się na razie nie myśleć o tym co czeka mnie, że mam być dowódcą całej tej wojny, która wisi w powietrzu. Jak taka zardzewiała wisząca na sznurku, stara syrenka nad moim czołem tuż. Przesłania mi Słonce, ale na razie udajemy, że to tylko chmury, ze na deszcz oczyszczający się zanosi. Taka chmura...zawzięta i uparta jak nie wiem co. Wiemy oboje co to, ale ja jeszcze nie mogę. Boli mnie nos. Bo mimo nowego ciała, tamte uczucia, tak świeże są ze mną. Prawda je prosił grzecznie, z galanterią z cylindrem na głowie, żeby poszły sobie na kotleta z kapustą do baru mlecznego przy ulicy Grunwaldzkiej opodal, sklepu z książkami. Ale one - twarde. Mówią, że nie mogą, że się muszą popastwić trochę jeszcze. Bo takie niby dostały instrukcje na piśmie. Odgórnie. Kurwa! Biurokracja, papieryzada. Tęcza też skażona, zaczyna gnić od spodu. Sabotaż. Ale się nie skarży , tylko domek mego gospodarza się bimba. Bo to skorupka od pomarańczy jest. Pachnie. Tęsknie do nich- mowie słodko- tęsknie za Lewą i Prawą. Wiem, że zgrzeszyłam, ale chce je z powrotem. Jezus cierpiał za moje winy też. Ja też cierpiałam. Jestem winna, ale chce to naprawić, załatać tę dziurę. Już nie będzie się deszcz do domu wdzierał.
Zgrzeszyłaś, a Jezus to postać fikcyjna, Ewangeliści się zjarali. Odpowiadam na drugą część wypowiedzi twojej: nie da się niczego załatać, bo deficyt jest, gwoździ nie ma na stanie. Ty uciekłaś, stchórzyłaś, zabiłaś. Wtedy gdy potrzebna jesteś. Nieładnie.- rozgadał się niesamowicie jasny gospodarz. Kontynuuje - Wojna za plecami w plastry się kroi, w kawałki, a ty tu siedzisz, machasz nogami mokrymi na huśtawce mojej prywatnej, nogami bosymi i mokrymi do tego i co ty myślisz? Że uszami zaklaskam, pierdnę z radości, kichnę z sympatii i oddam ci je bez niczego? Myślisz, że cię lubię? Bo jesteś naiwna i mimo tego nic nie jarzysz. Ża ze wiedzę, którą posiadasz inni zabiliby się, a ty nic, jak groch o ścianę. Lubię takich ignorantów. Fakt. Bo najniesamowitszy jest moment gdy się budzą i nagle: Prach. Rozumieją. U ciebie będzie trzeba dłużej poczekać. Chyba. Lubię patrzeć wtedy na twarz osobnika. Mówię ci: Bomba. Szkoda, że się nie zobaczysz. Ja będę cię widział! Ale, ale! Ja mam Marto magnetowid i kamerę cyfrową. Z promocji. Wiesz? No to mam. Nie rób takich min jakbyś cyfrówki nie widziałaś. Jak chcesz to cię nagram, kupimy popkorn lub wafle i będziemy się śmiać z ciebie póki Słonce nie zajdzie. Mowie ci zabawa będzie przednia. Jak straż przednia, jak przednie drzwi do wymiaru nienarodzonych. Zabawa gruba niczym wąż strażacki, zabawa zabawna jak ty teraz. Z tymi oczami wielkimi jak talerze obiadowe. Szydzę sobie teraz z ciebie bo bezbronna jesteś. Taka jeszcze niedoświadczona. Ty mnie przeceniasz i nie chcesz mi dopierdolić. Z szacunku. I tak ma być. W końcu ojcem jestem. Ty nie wiesz o co chodzi. To kara. Oczyszczenie
No w sumie racja. Nie będę z ciebie się śmiać bo nie mam weny, nie wiem czym ci dopiec, co cię zaboli. Jak bym się postarała jednak to byś się popłakał. Bo ja mam duże oczy, a ty nie masz.- Tak mu powiedziałam. Jestem panna na poziomie, w końcu. Choć przerywać nie ładnie gdy On się tak rozgadał. Spać mi się chce i ziewam ukradkiem.
Widziałem jak ziewasz...A fe, brak kultury moje dziecko. Wrócę jednak do tematu. Musisz się nauczyć tego co teraz czujesz. Zapamiętaj lekcję tę. Powiedz, co czujesz?
Wstyd, żal, rozczarowanie sobą, tęsknotę. Myślę też, że jest mi głupio przed Tobą i Wszystkim. Bo już wszyscy wiedzą o tym co zrobiłam. Plotkują. W radio w wiadomościach poszło. Przytul mnie. Tak mi wstyd. Chce się schować w kieszeni Twojej. Powiedz proszę wszystkim, że teraz jestem inna, ulepszona i stunningowana, że mam spoiler i zderzaki nowe, opływowe. Powiedz, powiedz- Jestem bliska łez. Ostatnio mam częściej ochotę na płacz. Może to przez okres co się zbliża. Nie wiem. Wyciągam nogi z miski pełnej ciepłej wody, nie wycieram stóp. Ładuję mu się prosto do kieszeni. Impertynenckie nogi moje, jakby źle dokręcone. Może śrubki nie dokręcone?
Ej ! Gdzie się z tymi mokrymi odnóżami pchasz? Chcesz żeby mój kubrak nie dość, że ciasny to jeszcze żeby mokry był? Nie chowaj się. To nowe tchórzostwo twoje. A miałaś się poprawić. Ogarnij się nieco. Zdejmij ten skafander śmieszny Jurija Gagarina bo w zielonym ci nie do twarzy. Zamknij oczy i intensywnie pomyśl co powinni nastąpić, jak wygrać, jak puzzle ułożyć. Tak żeby obraz był czytelny. - Mówi, ja już się boje nieco, bo wyzwanie mi rzuca już nowe. Strach mi z oczu strzela w Jego stronę.- Przestań. Co ty z siebie robisz? Weź już się uspokój bo mnie to irytuje. Ta wojna to formalność. Formalnością było też wywołanie u ciebie odczuć tych. Poczuć wstyd by się go pozbyć, poczuć radość by ją utrwalić. To taka terapia najnowsza. Ta wojna to w zasadzie śmieszna akcja. To proste jak zakup batonu w hipermarkecie.
No niby tak...- potakuję bez przekonania. Żeby jeszcze nie wyszło na jaw, że jest gorzej ze mną. Ale jestem przebiegła, nie? Ale wierzę mu, bo On dość mądry jest. Robię minę dobrą do gry złej. Nie dziwie się, dziwna nie jestem.....
Eeeee. HALO! , nie słuchasz mnie, o czym myślisz?- słusznie skubaniec zauważył
A o niczym konkretnym- mowie prawdę- ale powiedz mi, skoro to takie proste, to po co się zdarzyło to wszystko? Czemu Skłodowska Curie nie odkryła więcej pierwiastków. Czy nie mogliście powiedzieć mi o supermisji mojej wcześniej nieco? Tak bym zamiast ze strachu spieprzać, zostałabym, co?
To jest tak: Akcja zwana Wojną jest prosta, jak ten baton wyżej wspomniany. Dla lepszego zwizualizowanie problemu powiedzmy, że to baton Mars. To proste, z jednym „ale”. Ty i tylko niestety ty musisz wpaść na to jak to przeprowadzić, jak baton zjeść.
Marsów nie lubię.
Snikers?
Ok.
A tak poza tym słowo wojna jest mocno przerysowane. To oczyszczenie. Musisz tylko znaleźć sposób jak batona tego zjeść. Zostało zapisane na niebie na niebieskim płótnie, zafarbowanym farbą, że to tak proste , że aż niesamowite, że na sposób ten wpaść ma delikwentka z głową pełna maku, że niby to masz być ty. Skończyłem. Spadaj. Zabieraj się stąd już. Miło było cię poznać itd....- Zakończył z wrodzona sobie wytwornością. Ukłonił się głęboko. Guzik Odpadł. A ja jak piorunem rażona, ciężkim przedmiotem, aczkolwiek nie drzwiami poczułam, że się oddalam, że ta huśtawka Jego prywatna płynie zemną razem w tył, a ja z nim. Widzę Prawdę jak mi macha chusteczką. Wiesz jak extra. Jak Scarlet O` Hara. W tym filmie. Wiesz...No i ja tak lecę, lecę, lecę.... I teraz to właściwie napływ kumacji mnie ogarnął. W głowie pustka bonowych półkuli nie dostałam, ale serce mam nowe, mądre. Teraz tam mam bazę danych. Tak niespodziewanie zgoła. Już wiem. Wiem! No Matko Święta. Prawie orgazm, szybciej i szybciej i mocniej. Lecę na huśtawce w tył i włosy mi na twarzy się przykleiły i słyszę rozmowy prędkości. Myśli mnie bombardują z każdej strony w formie piłeczek tenisowych, zielonych, aż przed oczami taka zielona fototapeta się stworzyła. Sama Ja szczęśliwa mam to bardzo mocno gdzieś, powiem szczerze. Jebie mnie to już. Bo ja już nic nie czuję. Ale za to mam Plan. Moje nerwy się już cieszą i podskakują. Bo bajka zmierza ku końcowi. A ja wiem jak baton zjeść. Hehehe... Wiesz co zrobię? Wydłubie brud spod paznokci. A wiesz po co? (to jest dobre, mowie ci, sam się zdziwisz) Zrobię sobie Armię!! Armię Bierek. Jedną ręką dłubię w drugiej. On (brud) się unosi i przed moimi oczami formuje się w Bierkę. Ona kłania się przede mną, przedstawia się i podaje mi malutka rączunie. Ja się uśmiecham i witam serdecznie. To moje dzieło Stworzenia. Czuje, że mnie purpura wypełnia. Dobrze. Miliony Bierek lecą z moich rąk prosto na płaszczyznę. Ustawiają się w szeregi. Z głośnika dobiega marsz weselny! Wszyscy się cieszą i wiwatują. To jest to! Wiedzą o tym, wiedza, że to koniec prawie. Że wybrańców tworzę: Bierki cudne, kolorowe. To one! O ja pierdolę! To armia, i ja na to wpadłam. Sama. Ja naprawdę! Kolejne lecą, gdzie spojrzę tam Bierki. W zasadzie to niczego nie widać oprócz mnie i bierek. Bo przysypaliśmy wszystko po horyzont. Dobra, dobra, koniec. Poniosły mnie emocje. To teraz jak zagadka się powoli wyjaśnia kolej na nową cześć historii tej.
To ja! Wasz szef- Mowie do bierek, a one wiwatują i biją brawa.- Bardzo was lubię bo kolorowe jesteście- Salwa braw płynie z prawej do lewej- No i ja was stworzyłam, a jak wiadomo jak się coś stworzy to się to lubi. Wiemy to wszyscy- Owacja, Bierki sikają po nogach z radości i dumy z wodza. Czyt. MnieJ
Wiemy wodzu ty nasz przeelokwentny wiemy.- bierki się drą już teraz. Szał. Bomba. Podoba mi się to. Szał hula w mojej głowie. Hula bez smyczy. W czaszce pustka to sztab głównodowodzący w sercu. Wiadomo.
No wiec jest sprawa! Smyki moje kochane. Musicie świat oczyścić jak was Wódz Imperator ładnie prosi. Ja się zajmę Tyranem Grawitacją, wy natomiast uwolnicie kolory, oczyścicie myśli zatrute jadem wstrętnego jelenia, którego imię przed momentem wspominałam, ale powtarzać nie będę bo nie lubię. To jak? Pomożecie???!!!- krzyczę przez megafon, trąbkę, fajna rzecz z tą trąbką.
Pomożemy- obiecują bierki, przypomina mi się akcja jak stałam, na murze i robotników pobudzałam słowem. Wtedy na Wybrzeżu. Ach te wspomnienia. Melancholijna się robię....Bierki posikane z wrażenia jakie zrobiła na nich moja przemowa patetyczna, głęboka jak Bajkał oracja, nasączona treścią , Boże boże, już nie mogę. Jak superowo. Dobrze, że mam nowy zwieracz pęcherza. Nie posikam się. To dobra wiadomość. Półkule ucieszyłyby się widząc mnie tu teraz. Skakałyby z radości razem ze mną. Ale cóż, co się stało to się nie odstanie, jak se pościelisz tak się wyśpisz, one śpią już długo dość i dobrze bo ja nie chrapię. Mam wszystko gdzieś, mam kolegów i koleżanki, mam ołówek i majtki i więcej mi nie potrzeba. Więc spieprzaj ty akwizytorze, bo nie kupię od ciebie pocztówek z Mikołajem. Bo świąt nie obchodzę od poprzedniego wcielenia. ß To sobie myślę właśnie teraz, leżąc sobie na zielonej łące, mam kwiatka za uchem. Krokusa. Myślę sobie dodatkowo, bonusowo, że z tym atrybutem mi do twarzy. Pewnie się znów zgubiłeś i dziwisz się skąd ja na tej łące się wzięłam. Nie uwierzysz co się stało. A no sprawa stoi tak: bierki robotę odwaliły profesjonalnie. To dobre chłopaki. Jest czysto i przyjemnie. To było prostsze niż baton. To jest właśnie Potęga Myśli. Gdybym podejrzewała, ze to takie proste to już bym to szybciej załatwiła. Teraz kto mnie widzi to beret zdejmuje i się kłania, że niby taka akcje utylizacji przeprowadziłam widowiskową . Ludzie chcą chleba i igrzysk. Tak On mówił. To prawda. No to mata co chceta. Że akcja niby taka bezbolesna i sprawna. Wtedy ja mówię:
Ach dzięki, spoko spoko, nie trzeba, każdy by tak zrobił na moim miejscu- No wiesz.. takie słodkie i uprzejme sranie w banie pierdolenie. Ale staruszki to lubią. Mama też jest zadowolona, wiele wywiadów z nią przeprowadzają, że niby jak się czuje mając takiego potomka - Prezydenta Wszechrzeczy. Myślę sobie, że to głupie, bo jak niby się ma czuć, nic się w sumie nie zmieniło. Zmieniło się to, że mogę latać...Czasem lecimy sobie z nią w podróż. Dla bajeru i lepszego efektu zakładamy skrzydła z piór, co je dostałam do pawia w zoo, które zlikwidowałam. Takie te skrzydła kolorowe. Ludziom się podoba.. W sumie to nie musze ich nosić, ale to takie sympatyczne...Niczym malinowa herbatka granulowana. Lecimy sobie i jestem w końcu szczęśliwa. Spełniona. Lecę. Bez silnika i dopalaczy. Bez tych niepotrzebnych biurokracyjnych kłamstw, tyrana poprzedniego, jak go jeszcze nie zlizałam. Jak go pokonałam to tez opowiem ale zaraz, teraz pisze o tym jak latam z mama. Zajebiscie jest:mama się uśmiecha, ma plaski brzuch i szczęście na plecach siedzi wywijając łapką na motyle, udaje ze niby je próbuje łapać, ale my wiemy ze to sciema. Bo my nie krzywdzimy zwierzątek, bo one są mądre i czują bardzo wyraźnie. Teraz nikt nie morduje zresztą bo już każdy po akcji oczyścił sobie mózg, myśli i rozumie już , ze nie wolno nikomu sprawiać przykrości, ze tonieladne, grozi chorobami przewodu pokarmowego i stwardnieniem rozsianym.No a Wiatr, mój kumpel tez się goni z nami, i wyśmiewa nas ze niby miękkie faje jesteśmy bo go nie dogonimy. Wtedy sobie przypominam kto tak na mnie mówił, i czoło mi się marszczy, bo nie ukrywam, ze ten epitet do mnie nie przemawia. Wtedy on, (wiatr czyli )podwija ogon pod dupę i skowycze bo się boji ze się wkurzę i go zjem. Ale ja się uśmiecham, usmiechem”spoko stary, żartowałam”. Tak jest dobrze, już mnie nic nie odchodzi. Swoje zrobiłam, tęcza nie gnije, Prawda ma nowy kubrak, szyty na miarę u krawcowej spod Opola. Mówi, ze jest spoko. Mi tez się podoba. Na suwak, bo guziki w tym sezonie niemodne, noszą je tylko młode panny jako korale. Taki nowoczesny przejaw buntu przed rzeczywistością. Ja mam na to wyjebane, jest dobrze,nie musze się buntować, ani płakać ani krzyczeć, bo po co?? Nikt nie śmieci, nie zabija, ludzie są mili, i sympatyczni, jak stoisz w kolejce to każdy z uprzejmości przepuszcza innych. Tacy to teraz ludzie u nas. Boli mnie jednak to,że jeszcze nie wszyscy umieją latać. No niby zapodałam taka fajna ustawę o nauczaniu początkowym już w przedszkolu, ale będzie trzeba poczekać. Aha, no ja tu już chce historie moja kończyć, a zapomniałam napisać jak to tyrana pokonałam, znanego bliżej tyrańskiemu światku jako Grawitacja. Skubany sprytny był, ale ja go przechytrzyłam. Nie docenił mnie, nie wiedział, że każdy przeciwnik, wróg jest niebezpieczny, hehhe. Postanowiłam go odnaleźć, nie było to trudne bo jako maniak seksualny w burdelach przesiaduje. Zagadałam z kim trzeba i już. Telefon na moja komórkę, od Genka, co sprząta po godzinach w takich miejscach, wie co gdzie, kiedy ...taki informator, informatyk prawie że. No i on mówi jak jest. No to ja, zapamiętałam dobrze lekcje lewej półkuli o tym, że ten pedał pęknie ze śmiechu jak mnie zobaczy. Myślę sobie: ok., stary, zaczynamy. Otworzyłam drzwi do pokoju gdzie on się z panna uprzejma w kroku bardzo zabawiał. Co za perwer. Grał z nią w szachy, z majtkami na głowie. Maja osobnicy schizy , oj maja. Jak mnie zobaczył, tak pękł, nawet się śmiać nie zaczął, nie zdążył. Rozerwało go ciśnienie, bo dawno nie sikał. Nie kąpał się też, ale to inna historia. Tak go właśnie pokonałam. A, no i zlizałam cząstki , które się do mnie przylepiły. Tak się ten epizod krótki mojego życia skończył. Wszyscy się cieszyli pięknym słońcem, ja latałam gdzie chciałam, bo paszport mi wydali, taki nowy zalaminowany, zbajerzony, za zatrzask i bombkę. A bierki zmontowały baaardzo długą drabinę, i się na nieboskłon nocny wdrapały. Tam teraz ich królestwo. Jestem z nich dumna. Co noc, układają się w inny wzór, w moje urodziny to jest motyl. Taki miły akcent solidarności z ich strony. Miłe nie? No wiem.



 
Napisalam to dość dziwnie, sama w dziwnym stanie będąc.



 luty 2003 


skomentuj (1)

... 2007-12-09 18:40:05

czuje sie caly czas wystawiona na próbę jakby życie chcialo mnie sprawdzać jak w grze komputerowej gdzie musisz przejść jakas plansze żeby iść dalej i żeby w najkrótszym czasie...i nie masz 6 żyć, ale jedno

skomentuj (0)

Kozaki 2007-11-29 22:28:35

Miś mówi, że uwielbia patrzeć jak chodzę. Podobno wygląda to tak jakbym miala sie zaraz przewrócić, jakbym nie wiedziala czy jestem damą czy nie... Czy kim w ogóle jestem. I jakby na potwierdzenie jego teorii poślizgnęlam się na obcasie w kierunku przeciwnym do zamierzonego...
- Ty sie nawet nie możesz zdecydować jak chcesz chodzić, a dziwisz się, że nie możesz sobie życia ulożyć.
Dziękuję Misiu za anilizę moich zaburzeń psychoruchwych

skomentuj (2)

Księga Gości
TO LUBIĘ
wyspiańskiego też bardzo
kultura niezależna
ubraniowa fantazja

TAM SIE ZATRZYMUJE NA DLUZSZA CHWILE
syrenka bo lubię jej piasanie
socjopatka cynizm i szczerość?
na miekkie skrzydla
ostro
On ma duszę